| Spotkanie z Homo politicus |
|
|
|
| Wpisany przez Czesława Kliszko | ||||
| Czwartek, 05 Luty 2009 12:13 | ||||
Strona 1 z 2 Kilka lat temu jeden z polskich polityków stwierdził, że nie ważne jak mężczyzna zaczyna, ważne jak kończy. Właśnie o końcu polityka, polityka najwyższej rangi, bo kanclerza Viléma Riegera, opowiada sztuka Václava Havlá „Odejścia”, na której spotkały się we wtorek w Teatrze Ateneum członkinie Salonu Kobiet.
Václava Havlá znamy nie tylko jako pisarza, dramatopisarza (warto tu chociażby wspomnieć o jego świetnych jednoaktówkach wystawionych w listopadzie 1981 r. w Teatrze Powszechnym i w tymże samym roku zdjętych z afisza po wprowadzeniu stanu wojennego) ale także jako opozycjonistę (sygnatariusza Karty 77) a następnie ostatniego Prezydent Czechosłowacji i pierwszego – Republiki Czeskiej. A więc znamy go nie tylko jako intelektualistę ale także polityka i to polityka, który przeżył tak jak bohater jego sztuki odejście ze sceny politycznej*.Oglądając ten spektakl nie mogłam przestać sobie zadawać pytania, „czy treść sztuki zawiera wątki autobiograficzne czy to tylko fikcja literacka?”. Bo na początku przedstawienia wydawało się, że kanclerz Viléma Riegera to po prostu Havel, jak on intelektualista, jak on uroczy (może to tylko zasługa Piotra Fronczewskiego grającego głównego bohatera, ale jednak), jak on mający słabość do pięknych kobiet, jak on sprawujący najwyższy urząd, i jak on oddający władzę jednemu z najzagorzalszych przeciwników politycznych. Ale…, no właśnie ale. Na Havla po odejściu z polityki czekała Melpomena i inne muzy, a na Viléma Riegera tak naprawdę nikt nie czekał, z utratą władzy utracił też własną tożsamość. Musiał opuścić zajmowaną od lat willę, oddać wszystkie przedmioty, które miały „rządową” pieczątkę, pożegnać się z wiśniowym sadem itp. Co prawda nowa władza maniła go obietnicami w zamian za poparcie, córka przedstawiała propozycje „korzystnego” dla niego testamentu, sekretarz namawiał do wywiadów dla gazety „Fuj”. Ale tak naprawdę nie czekało na niego nic lub niewiele. Człowiek, przed którym rysowała się nieciekawa przyszłość próbował się bronić przeszłością, rozliczyć się z nią, pokazać z lepszej strony jako dobroczyńca ludzkości. Ale podsumowanie okazało się i straszne i śmieszne, tym bardziej że zostało zestawione z monologiem szekspirowskiego króla Leara i burzą jak z greckiej tragedii. Czy na spektaklu było śmiesznie, dla mnie nie, czy było strasznie, dla mnie tak. Dlaczego? Bo Havel przedstawił to przed czym już od wielu lat uciekam: brudny świat polityki. Pokazał, jak władza potrafi pozbawić ludzi ich tożsamości i co dla jej zdobycia potrafią zrobić. W pewnym momencie przedstawienia nie widziałam już twarzy Krzysztofa Tyńca czy Artura Barcisia (przedstawicieli nowej władzy) tylko naszych polskich polityków, co to tak naprawdę nie potrafią być, ale jeszcze bardziej nie potrafią odejść. I jak zawsze zazdrościłam Czechom, że mieli takiego polityka jak Havel, który z godnością potrafił być a potem odejść, a mimo że odszedł to pozostał, bo reprezentował także inne wartości niż te związane z władzą. Może śmiesznie nie było, ale miło było zobaczyć kilka świetnych aktorek (m.in. Krystana Tracz, Barbara Horawianka) i aktorów (m.in. Marian Opania, Artur Barciś, Krzysztof Tyniec, Piotr Fronczewski) na swoich miejscach, tzn. na deskach teatru a nie w reklamach, telenowelach czy teleturniejach. No i Halina Łobanarska, uważam, że świetna jako Irena, wieloletnia „przyjaciółka” kanclerza i „organizatorka” życia jego i jego całego otoczenia. Niezrozumiała co prawda była dla mnie postać zięcia głównego bohatera, paradująca nago po scenie (o zgrozo, w dzisiejszych czasach, bez wcześniejszej wizyty w solarium), ale może inne Panie wypowiedzą się, co ona miała symbolizować, bo chyba nie nagiego króla. Czesława Kliszko Zachęcam do podzielenia się swoimi wrażeniami ze spektaklu na naszej stronie internetowej Elżbieta Juźwiak * Havel złożył urząd a tym samym wycofał się z czynnej polityki w 2003 r. i wrócił do tego co robił „przed” czyli do literatury. W 2006 r. wydał książkę Prosim stručně ("Tylko krótko, proszę", wyd. pol. 2007) a rok później powstały „Odejścia”. |
||||
| Zmieniony ( Czwartek, 05 Luty 2009 14:52 ) |


